Legenda o Smoczych Łodziach w Krakowie

Krakowskie legendy… Wzruszają do łez, czasem bawią, nieraz przerażają chyba każdego z nas. Niewielu jednak wie, że wiele z nich zostało brutalnie zmodyfikowanych, zmienionych i nie przedstawiają teraz żadnej prawdy historycznej, że zmieniły zupełnie swoje pierwotne, historyczne znaczenie. Tak, w ich przypadku zadziałała cenzura obyczajowa! Dowód? Weźmy na tapetę najbardziej znaną ze znanych legend. Legendę o Smoku Wawelskim. Wyżej wymieniona legenda jest doskonałym przykładem manipulacji historią. Jak to zwykle bywa postać władcy została w niej wybielona, natomiast kozłem ofiarnym został sam Smok, który, jak Państwo zaraz się dowiedzą, był li tylko marionetką w rękach wszechwładnego fatum. Miłość, zazdrość, kobieta, zbrodnia ­ tym przepełniona jest prawdziwa historia o Smoku Wawelskim! Życie mieszkańców krakowskiego grodu toczyło się zawczasu powoli, leniwie, a mieszczanie raz po raz narzekali na wszechogarniającą ich nudę. Do tego stanu rzeczy przyczyniała się obyczajowa polityka krakowskiego księcia, zagorzałego abstynenta, który wielbił spokój i zabijał w zarodku jakąkolwiek rozrywkę. Był chleb ­ nie było jednak igrzysk, co wzbudzało oczywiste niezadowolenie pospólstwa. Dlatego lud z radością przyjął pod swe skrzydła wędrującego po świecie smoka, znanego w wielu księstwach birbanta, fircyka, biesiadnika, który wszędzie, gdzie tylko się pojawiał, stawał się natychmiastowo duszą towarzystwa. Smok osadził się w skromnej, acz przytulnej grocie nieopodal Zamku Książęcego. Smocza Jama, przez niektórych mieszkańców zwana również Smoczą Meliną lub Smoczą Metą była ulubionym miejscem spotkań i zabaw dla wygłodniałych rozrywki mieszkańców grodu. Pito często i gęsto, do najpopularniejszych trunków należało uwielbiane przez mieszkańców piwo, na specjalne okazje nie gardzono również mocnym, lecz również szlachetnym miodem oraz gorzałką. W zabawach prym wiódł naturalnie Smok, słynny na całym świecie z mocnej głowy. Legenda mówiła, że żadna ilość alkoholu nie była w stanie go powalić i była to niewątpliwie prawda. Po hucznych rautach zdarzało mu się nawet przenosić na swym ogonie powalonych siłą procentów mieszczan. Nowe realia przeraziły Księcia, był on jednak bezradny, jego władza sięgała jedynie do grodzkich murów obronnych, musiał więc zagryźć wargi i przymknąć oko na nowe rozrywki swoich poddanych. W pewnym momencie miarka jednak się przebrała… Smok, oprócz swej biesiadnej natury znany był również ze słabości do kobiet, zwłaszcza młodych. Wprawdzie jego rola w likwidowaniu okolicznych dziewic jest współcześnie bardzo przesadzona, jednak dzięki swojemu wdziękowi, powabowi i ogładzie towarzyskiej pobudzał chore żądze mieszczanek. Padło niestety na niepełnoletnią córę księcia i niebawem cały gród huczał od plotek, które dotarły również do jej nadopiekuńczego ojca. Stary, opętany nienawiścią, bezskutecznie radził nad problemem, gdy z nieoczekiwaną propozycją wyszedł znany miejski szewc o nazwisku Skuba, który po prawdzie też miał chrapkę na rękę Księżniczki. Skuba wybrał się do Smoczej Mety na jedną z suto zakrapianych imprez. Gdy zabawa była w toku wykorzystał nieuwagę biesiadników i podmienił trunki. A trzeba Państwu znać sekret Smoka, który pijał jedynie piwo oraz miód, natomiast inne trunki działały źle na jego zdrowie. Zabójczym trunkiem było tanie wino, produkowane wówczas przez okolicznych wieśniaków a zwane pogardliwie Siarą. Smok wypił dwa wiadra rzeczonego trunku i nagle zaczęły dziać się rzeczy straszne. Przez następny tydzień widziano go klęczącego na brzegu Wisły i pijącego hektolitry rzecznej wody. Po tygodniu nad okolicą rozległ się potężny huk, następnie w powietrzu zawisł paskudny zapach stęchłego siarczanego alkoholu. Przyjaciel grodu eksplodował. Lud Krakowa, który tak umiłował sobie niezwykłego kompana postanowił wyprawić druha w ostatnią drogę, rzucił się więc w poszukiwania rozrzuconych po okolicach zwłok. Ogon zlokalizowano w okolicy dzisiejszego osiedla Podwawelskiego, nogi szybko znaleziono tam, gdzie obecnie Endzior sprzedaje swoje zapiekanki, natomiast korpus pofrunął hen aż pod Salwator. Rozpoczęto poszukiwania głowy, którą krakowska brać momentalnie uznała jako pogańską relikwię, która miała jej posiadaczowi zapewnić mocną głowę i powodzenie u niewiast. Ludność wieśniacza doniosła, że zauważyła głowę płynącą Wisłą ­ wprost do Bałtyku. Naprędce zorganizowano łódki i rozpoczęto pościg. Amatorscy wioślarze rozpoczęli szaleńczy wyścig w iście olimpijskim tempie, nurt rzeki był jednak wyjątkowo szybki. Po kilku godzinach nawet najbardziej zdesperowani wioślarze musieli zrezygnować ­ na niebie pojawiły się czarne chmury i rozpętała się burza. Głowa została nieodnaleziona. Smocza Głowa od tego czasu stała się lokalnym krakowskim Świętym Graalem. W poszukiwaniu jej lubowali się zwłaszcza miejscowi żacy, organizujący coroczny wyścig Smoczych Łodzi. Wiadomo bowiem, że zwycięska drużyna zapewni swoim kompanom pojemną i mocną głowę oraz powodzenie u niewiast. A kto w tym roku zdobędzie Puchar Smoka? Kto zapewni sobie i swoim druhom wyżej wymienione profity? Ktokolwiek by to był ­ niech pamięta! Każda legenda ma bowiem swój morał i w tym przypadku nie może być przecież inaczej!

Braciszkowie studenci! Piwo, gorzałka i miody zamiast szkodliwej Siary!!!

981035_10151639698725923_1072254936_o